logo
logo

W TRANSie cz. 1 czyli Szosa Transfogaraska

Będąc rowerem w Rumunii trudno wyobrazić sobie ominięcie dwóch najpiękniejszych dróg tego kraju. Ich najwyższe punkty wznoszą się ponad 2000 metrów npm i są jednocześnie najwyższymi asfaltowymi drogami Karpat i wschodniej Europy. Bardzo ciężko porównywać obie ze sobą. Niby to tylko dwie asfaltowe nitki trochę pod górę i trochę w dół, ale więcej je dzieli niż łączy.  

Zacznijmy może od tej niższej i popularniejszej – szosy Transfogaraskiej. 

Przez wielu uznawana za najpiękniejszą drogę na świecie. My się pod tym nie podpisujemy ponieważ nie mamy na koncie wielu podobnych dróg, ale polecamy ją z całego serca. Asfalt na jej całej powierzchni jest w dobrym stanie. W najwyższym punkcie wznosi się na wysokość 2034 m npm. Na jej szczycie, tuż przed tunelem znajduje się szmaragdowe jezioro Balea, a obok niego wybudowano schronisko. Weekendami jest tutaj aż gęsto od turystów i robią się kilometrowe korki. Jest to jedno z najbardziej obleganych miejsc w Rumunii. Tutaj rozpoczyna się czerwony szlak pieszy na najwyższy szczyt Rumunii i południowych Karpat – Moldoveanu 2544 m.npm.

Wybudowana została w latach 1970-1974 w celach militarnych, do szybkiego przerzucania wojsk przez wysokie i niedostępne góry. Nicolae Ceausescu jak chciał tak uczynił. Nie liczył się kosztami i ludzkim życiem. Według oficjalnych danych podczas budowy zginęło blisko 40 osób, jednak prawda różni się znacznie od zapisów.  

Podjeżdżaliśmy tą drogę w sobotę w szczytowym turystycznym momencie. Pogoda była wspaniała, blisko południa. Idealny moment na rozpalenie grilla i biesiadowanie przy licznych strumykach. W Rumunii nie ma takiego zakazu. Możesz się robić, nocować czy imprezować gdzie tylko chcesz. Na samym szczycie rozstawiono stragany. Pamiątki „made in China” szły jak świeże bułeczki. Wata cukrowa, różne fastfoody i oczywiście browarek. Kilka stolików. Ludzi jak na Krupówkach. To nie nasze klimaty. Całe szczęście kilka metrów wyżej, obok jeziora był już spokój. Tandety z chin przykuły uwagę większości turystów, a my mogliśmy spokojnie podziwiać widoki na dolinę. Były one fantastyczne ! Żadne pocztówki czy filmy tego nie oddadzą. Musisz tam być :D

Tylko 25 km w nogach, ale aż 1600 m w pionie. Średnia bliska 10 km/h, ale przy takich widokach szkoda się spieszyć. Na samym początku szosy, kilka km za Cartisoarą widnieje wymalowany napis na asfalcie „road to hel” :D 

Aby dostać się na drugą stronę Gór Fogaraskich trzeba pokonać najdłuższy tunel w Rumunii (884 m długości). Nie polecamy robić tego bez lampek. Nie ma w nim oświetlenia, a promienie słoneczne wpadają jedynie na kilka metrów w głąb. Asfalt kiepski i można trafić na śmieci czy powyrywane fragmenty betonu i skał. Tak, dokładnie... my jechaliśmy bez oświetlenia :P 

Druga strona to już zupełnie inna bajka. Zero ludzi ! Widoki trochę inne. Tutaj droga wgryza się bardziej w strome zbocza gór i w jednym miejscu przecina ją wodospad. Jest jakby mroczniej i bardziej magicznie. Po zboczach biegają dzikie konie, a płaskie miejsca oblegają gigantyczne stada owiec.  

Południowa strona jest dużo dłuższa. Połowę z tej odległości trzeba pokonać wzdłuż sztucznego zbiornika wodnego – Jez. Vidraru. Droga często prowadzi kilkanaście metrów nad taflą wody, a zalesiony brzeg rzadko kiedy ukazuje piękno tego miejsca. Bywają dzikie ścieżki prowadzące nad sam brzeg, ale trzeba zapamiętać, że w okolicach żyje bardzo dużo niedźwiedzi i nie płoszy ich widok człowieka. Jak to na sztuczny zbiornik przystało, zakończone jest tamą z którego rozciąga się fantastyczny widok na jezioro i kanion rzeki Ardżesz, którym to podążając zakończyliśmy przygodę z Szosą Transfogaraską.  

W miejscowościach po południowej i północnej stronie drogi jest mnóstwo miejsca do rozbicia się na dziko i nikt nie robi z tym problemu. Bardziej wygodnickiej osobie nie sporawi problemu znalezienie campingu czy hotelu, ale ceny dorównują tym znad Morza Czarnego.  

Droga Transfogaraska jest świetna, kapitalna i w ogóle same ochy i achy. Najlepiej zajrzeć tam w tygodniu i w letnich miesiącach. Późną jesienią, wczesną wiosną i zimą jest zamknięta, często i w sierpniu leży śnieg. Jadąc od strony południowej jest dłużej ale i łatwiej bo tylko ostatnie kilometry z 65 to stromy podjazd. Za to od północy trzeba liczyć się z 25 kilometrami ciągłego kręcenia młynkiem. Co kto lubi. My jechaliśmy trudniejszą wersją i było kapitalnie.  

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *