logo
logo

Jak to jest z tym pierwszy razem ? cz.1

Tak to jest w życiu, że przyjemności trwają zazwyczaj krótko. Wszystkiemu winna ekscytacja towarzysząca przyjemności z tego pierwszego razu. Przyspiesza ona czas do bliskiej prędkości światła. Rach-ciach, myk-myk i po sprawie. Praktycznie każdy pierwszy raz ma wspólną cechę, nie wiadomo jak i gdzie i choć bardzo tego nie chcemy… kończy się.

Jesteśmy tylko ludźmi, dla nas wszystko co nowe wydaje się fajne, pociągające i ciekawe. W żyłach większości z nas płynie krew odkrywcy, prawdziwego eksploratora dziewiczych miejsc albo tych troszkę mniej.  

Kochani jest to historia o dwóch facetach, którzy zrobili coś po raz pierwszy... i to w górach. Może nie jakiś wybitnie wysokich, ale zapierających dech w piersiach, przyspieszających bicie serca do stanu przed zawałowego. 

Czas zakończyć tą dwuznaczność bo przecież jesteśmy poważnymi ludźmi, a tekst jest dostępny dla wszystkich i to nie tylko po 23.

Jak się zaczął ten nasz pierwszy raz?

Dość szybko i nieoczekiwanie. Mamy kompletnie inne osobowości , ale całkiem nieźle się uzupełniamy. W krótkim czasie po naszej pierwszej rowerowej wycieczce padł pomysł wyprawy. Ze względu na to, że nie wiedzieliśmy za bardzo jak to wygląda, rozpoczęliśmy nasze wyprawowe życie od wyjazdu w Polskę.

W 2012 postawiliśmy na trzy tygodniowe wyprawy w różne strony naszego pięknego kraju. Góry Świętokrzyskie, Kaszuby oraz Polskie Karpaty. Poszliśmy na całego podczas długiego weekendu majowego i wyruszyliśmy w „święte” nie mając praktycznie żadnego odpowiedniego sprzętu i doświadczenia. Na pierwszym rowerze zawitał komplet sakw, a na drugim worki foliowe przymocowane za pomocą ekspanderów do starego zardzewiałego bagażnika. Dało radę przejechać tydzień. Dało ! Chociaż bagaż wkurzał, majtał na boki na wybojach, ale żądza przygody była silniejsza. Majowe noce bywają naprawdę chłodne. Nasze śpiwory nie należały do zimnolubnych, a karimaty za piątaka z Juli tylko trochę zmniejszały odciski od szyszek czy innego leśnego runa. 

Zobaczyliśmy piękne Góry Świętokrzyskie i okoliczne mniejsze pasma górskie. Najważniejsze było jednak doświadczenie i wiedza, którą zgromadziliśmy jedynie przez tydzień. Wszystko to nabierało mocy podczas dwóch kolejnych wyjazdów w 2012 r. Nawet teraz bardzo często wracamy myślami do tego pierwszego ultra giga niskobudżetowego wyjazdu (100 zetów na głowę) i za cholerę nie wiemy jak przetrwaliśmy tyle bez kuchenki gazowej (tak, tak żarliśmy zupkę chińską na zimno :D) !!!

Powiedzcie mi, czy jest sens leczyć się z uzależnienia, które tak pozytywnie wpływa na organizm nie mając przy tym żadnych skutków ubocznych ? Jest to oczywiście pytanie retoryczne. Od momentu pierwszej wyprawy nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie roku bez wyjazdu. I tak już od pięciu lat !

Cdn.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *