logo
logo

W TRANSie cz. 2 czyli TransAlpina

Tej nocy spaliśmy na wysokości 1700 m npm. Było wietrznie i zimno. Nic nie osłaniało nas od wiejącego z każdego kierunku wiatru. Kilka kilometrów od nas słychać było jakąś imprezę w Ranczy. Jedynej miejscowości położonej wzdłuż Transalpiny. Miejsce do obserwacji gwiazd jest idealne. Żadnych świateł i żadnego zamulonego powietrza. Niestety niebo zasnute było chmurami i nie było nic widać. Obżarta przez konie i owce trawa jakby przystrzyżona kosiarką aż prosiła się o rozstawienie namiotu. Przed jego wejściem kilka metrów płaskiego terenu, dalej obniżał się on do gęstego lasu gdzie panują niedźwiedzie i wilki, a niegdyś królowali olbrzymi.

Między Novaci, a Sebes w 2009 r. zaczęto modernizację szutrowo-błotnistej ścieżki, która wykorzystywana była przez tutejszych pasterzy do wypasu owiec. Była także jedynym szlakiem biegnącym przez góry Parang. Od momentu położenia asfaltu stała się, obok szosy transfogaraskiej, celem wielu wypraw rowerowych, motocyklowych czy samochodowych. Polskie blachy czy flagi widziane są tutaj na każdym kroku.

Transalpina poprowadzona została grzbietami górskimi czym znacznie różni się od swojej wschodniej koleżanki. Asfaltowa nitka kręci między pagórkami połonin, mijając po drodze wysoką wieżę - przekaźnik radiowo-telewizyjny oraz turystyczną wieś Rancza. Dalej nie ma już praktycznie nic przez dobrych kilkadziesiąt km. W swoim szczytowym miejscu na przełęczy Urdele wbija się na wysokość 2145 m npm. by później z impetem, krętą drogą, obniżyć się do 1350 m do doliny rzeki Lotru. W tym miejscu znajduje się maleńka osada Obarsia Lotrului. Znajdziemy tutaj camping i dwa pensjonaty. Miejscowi dorabiają sprzedając grzyby przy drodze, piękne dorodne borowiki.

Fragment z Novaci do tej malutkiej osady jest najpiękniejszy i najtrudniejszy do pokonania. 25 km pod samą przełęcz otwartą drogą przez połoniny daje się we znaki. Następnie bardzo kręty zjazd rozgrzewa hamulce do czerwoności. Asfalt jest w stanie idealnym, zakręty są wyprofilowane, a jedynie brak barierek przy przepaściach dodaje dreszczyku. Na północ od rzeki Lotru do pokonania jest jeszcze jedna przełęcz. Podjazd to tylko kilka kilometrów. Od tego miejsca aż do Sebes jest już tylko w dół. Przez dobrych 40 km nie używamy pedałów, a naszym sprzymierzeńcem staje się grawitacja. Po lewej stronie szumi coraz bardziej spiętrzający się strumień. Po prawej ściana litej skały. Dwa sztuczne jeziora urozmaicają widoki. Jest pięknie.

Widoki są zgoła inne niż te na Transfogaraskiej. Tam jesteśmy jakby zamknięci w dolinie między wysokimi górami. Tutaj widzimy ogromną przestrzeń. Praktycznie w cztery strony świata możemy oglądać panoramy gór, wyschniętych połonin i wiecznie zielonych  lasów jodłowych i tylko czasem gdzieś tam przemknie szara asfaltowa nitka szosy 67C – Transalpiny. Jest majestatycznie, pięknie i tajemniczo. Jakby legendy o zamieszkujących tutaj niegdyś olbrzymach mówiły prawdę. To oni kształtowali te doliny. To oni kopali jaskinie, kąpali się w tutejszych jeziorach i żyli przez tysiące lat.

Nocleg można znaleźć praktycznie wszędzie. Każdy płaski fragment trawy nadaje się do rozbicia namiotu. Nie ma co się spieszyć pokonując tę szosę jednego dnia. Widoki wschodu i zachodu słońca na wysokości bliskiej 2000 metrów są niesamowite. Nas z samego rana obudziły hasające dookoła dzikie konie. Dokładnie te same, które spotkaliśmy dzień wcześniej przy stoiskach z pamiątkami i które wyżerały resztki z tamtejszych śmietników.

Żaden opis i zdjęcie nie odda fantastyczności tego miejsca. Możemy Was tylko zachęcić do odwiedzenia obu dróg. Nie pożałujecie !!

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *