logo
logo
Naszą przygodę rozpoczęliśmy nad Zatoką Kotorską w Herceg Novi, po 28 godzinnej podróży autokarem.Ledwo co przyjechaliśmy Dawid chciał wejść do wody i poślizgnął się. Gleba na ostre kamienie, polała się krew, ale całe szczęście nic poważnego się nie stało.Początkowo jechaliśmy przy samej zatoce, aż w końcu odbiliśmy w góry i zaczęły się mordercze podjazdy. Mordercze z tego względu, że było dobrze w okolicy 50 stopni i zero wiatru.Widoki niesamowite. Błękit wody zlewał się z zielono-brunatnymi góramiJedyny cień jaki udało nam się znaleźć tego dnia to parasole przy knajpie gdzieś po środku niczego. Spotkaliśmy tutaj sakwiarzy, bodajże z Francji którzy za barem urządzili sobie ćwiczenia jogi.Noclegi czasami bywają fajne, a czasami... no właśnie. Przy głównej drodze w krzakach. Przejeżdżające tiry szarpały naszym namiotem niczym małe tornado. Rano taki gość :)Po długich naradach, a raczej marudzeniu Ani o monastyrze Ostrog zboczyliśmy z wyznaczonej drogi na południe. Trasa malownicza. Połowę drogi w dół drugie pod górę. Ostatnie kilometry to bardzo wąska i kręta asfaltowa nitka, czyli to co kolarze lubią najbardziej. Przemkowi bardziej niż monaster właśnie podobała się ta droga.Monaster Ostrog wybudowany został w zagłębieniu skalnym masywu Prekornicy nad doliną Bjelopavlic. Założył go w XVII w. św. Wasyl - Sveti Vasilje Jovanovic, który w 1665 r uciekał z klasztoru Tvardos w Bośni przed Turkami. Postanowił, wraz z towarzyszącymi mu mnichami wznieść klasztor w niedostępnym miejscu.Historia tego miejsca jest bardzo burzliwa. Wielokrotne najazdy turków czy innych państw, podpalenia, rabunki czy nawet trzęsienia ziemi nie zniszczyły tego wspaniałego zbytku. Corocznie odwiedza go ponad 100000 tys pielgrzymów i turystów.Czarnogóra to kraj praktycznie w 100 % pokryty górami. Piękne widoki czają się za każdym zakrętem.Drugi nocleg był już znacznie lepszy niż pierwszy. Na polance przy rzece, wokół krowie placki :P Ania miała pecha... kiedy się kąpała nakrył ją facet łapiący raki. Jej nie było za wesoło, a my płakaliśmy ze śmiechu. Jak się okazało później, Ania ma totalnego pecha w takich sytuacjach :PWazelinkę ??Pragi są chyba wszędzieGóry aż po horyzontCiemne, burzowe chmury nad Durmitorem. Codzienne burze to normalka.Po prawej Kanion rzeki PivyW poszukiwaniu lepszej pogodyW przerwie między deszczamiSzykowanie i łapanie pozycji do sesjiCzy tak jest dobrze... ?Jezioro Pivsko (hehe :D) w całej okazałościBardzo dużo Czarnogórskich dróg poprowadzono po górskich trawersach wysadzając zbocza gór dynamitem. Siatki chronią przed spadającymi głazami.Pluzine jest turystyczną miejscowością. Bardzo łatwo tutaj o camping czy hotel.Ana :)i Przemysław :)Jezioro Pivsko ze szmaragdowozielonym odcieniem wodySelfiaczekKto by nie chciał takiej działeczkiCamp znaleziony, Ana szczęśliwa bo z prysznicem :P Dojście do jeziora także możliwe. Rano czas na kąpiel !Właściciel campu przywitał nas rakiją. Nie można było odmówić :)Jezioro Pivsko to sztuczny zbiornik wodny, największy w Czarnogórze.Dawid specjalnie nocą wyskoczył nad jezioro żeby zrobić to foto :)Rankiem obiecana kąpiel i późniejsze obijanie się. Tego dnia przejechaliśmy chyba z 10 km, aż przyszła burza i spaliśmy w jednym z najbardziej przypałowych miejsc, ale o tym później.Trochę słońca, trochę deszczuJezioro znajduje się w Kanionie rzeki Pivy.Kask ? po co kask !Most nad Jeziorem Pivsko, a za nim praktycznie 50 km podjazdu pod przełęcz Sedlo w DurmitorzeJedna z najsłynniejszych i najpiękniejszych dróg w CzarnogórzeW wykutych w skale tunelach są nawet skrzyżowaniaGdy nadeszła burza w jednym z takich tuneli chowaliśmy przed deszczem, wiatrem i piorunamiDroga została wykuta w pionowej ścianieZobaczcie, tam jest góra, tam jezioro, tam tunel, o cholera a tam się błyska...Tunelom nie było końcaNiektóre przejazdy były naprawdę wielkieDuża ilość zakrętów oraz spore nachylenie pozwala bardzo szybko znaleźć się wysoko nad taflą jeziora250 metrów w pionie nad mostem, a końca podjazdu nie widaćW końcu przyszła burza i wylało się mlekoBurza, burza i po burzyWidok z naszego przypałowego noclegu. Kiedy burza się skończyła nie było sensu jechać dalej.Mieliśmy do dyspozycji wiatkę a nasz namiot było widać z każdej strony. Jeszcze przed jego rozłożeniem podjechało do nas samochodem, a raczej na ten parking trzech Serbskich dzieciaków zapalić jointa :P siedzieli obok dobre pół godziny i chyba myśleli że ustąpimy. Byliśmy twardzi. Pojechali.Widok z altankiSzczyty gór schowane we mgleKtóry to zakręt dzisiaj ? 10,15 a może 20 ? kto by to zliczyłOpuściliśmy na dobre Kanion Jez. Pivsko i uderzamy na Durmitor.Naszą drogę widać po horyzont. Durmitor, osada TrsaDo stołu podano !Durmitor coraz bliżejRaz z górki, raz pod górkę.Płaskowyż Pivsko, należący do Parku Narodowego DurmitorZnowu zbierają się czarne chmuryStary kościół wraz z cmentarzem pośrodku niczegoTam gdzieś między płaskowyżem, a górami w tle jest kanionPodziwiam :DCzarnogóra jest poprzecinana wzdłuż i wszerz bardzo głębokimi kanionami.Oj, nie chcę fotki !!! PS. Tak, suszę majty i skarpety na pancerzach :PPiękny kraj, piękne miejsce, jestem koksem :DA to wszystko mogłoby być moje, gdybym tylko chciała !!!Durmitorska serpentyna.Durmitor !!!!Polacy są wszędzie :) bardzo sympatyczna para, która objeżdża Europę camperem, a przy okazji co lepsze smaczki pokonuje na rowerze :)Wspaniałe Góry, idealnie równy asfalt, zerowy ruch samochodów. Południowa trasa przez Durmitor jest chyba najpiękniejszą ścieżką rowerową na świecieI znowu zaczęło się burzyć, a do przełęczy jeszcze dalekoPark Narodowy Durmitor został wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego UNESCO.Jest to jedno z najwyższych pasm Gór Dynarskich. Najwyższym szczytem jest Bobotov Kuk - 2523 m npm.W większości granice parku wyznaczają kaniony. Od zachodu kanion Pivy, od północy - najgłębszy kanion w Europie - Tara, od południa kanion KomarnicaTo jest taka droga, która najlepiej jakby nigdy się nie kończyłaWilkowyje... ?i w dół !Do przełęczy Sedlo już ostatnie kilometry, a burza depcze nam po piętach.Gór nie ma końcaDurmitor zbudowane są z wapieni. Formy kresowe są tutaj bardzo dobrze rozbudowane. Świadczą o tym liczne kaniony, jaskinie i co chwilę zmieniający się krajobrazZdjęcie zrobione na przełęczy Sedlo w kierunku zachodnim. Tak wyglądają ostatnie kilometry podjazdu.Szczyt !!! Po północnej stronie Durmitoru także biegnie droga, w połowie asfaltowa. Omija się nią po łuku masyw i przejeżdża przez kanion Susicko, wjeżdża na ponad 2000 metrów i można podziwiać kanion Tary w jednym z najgłębszych miejsc. Ta droga czeka na nas !!Podczas zjazdu z przełęczy do Zabljaka rozpętała się burza. Błyskawicznie znaleźliśmy nocleg.Do jeziora Czarnego, największego w Durmitorze prowadzi wyasfaltowana droga.Przemek zajął się swoją grzybową pasją. Rosną tam takie grzyby jakich w Polsce nie ma. Borowik OrawskiSzlak dookoła jeziora Czarnego nie jest przystosowany dla rowerzystów z sakwami... bez nich byłaby zabawaNiedaleko Durmitoru znajduje się Kanion rzeki Tary z jednym z najwyższych mostów w Europie (172 metry)Nad Kanionem można przelecieć na linie... koszt kosmiczne 20 euro, ale będąc tam szkoda nie zjechać.Ania jak widać się cieszy i ma frajdę :)Dla Przemka było to przełamanie strasznego lęku wysokości. Ze strachu na samym dole nie złapał liny dzięki której zostałby ściągnięty na ziemię... cofnął się i zawisł na dobrych kilka chwil 200 metrów nad ziemią, o dziwo podobało mu się to :DKanion Tary w najgłębszym miejscu ma 1300 metrów głębokości co czyni go najgłębszym kanionem w Europie, ale gdzie mu tam do tych z Andów...Robi wrażenieDroga wzdłuż KanionuBuziaki dla naszych wielbicieliW kanionach ciemno robi się bardzo szybkoJakiś mostek, na jakimś szlaku prowadzącym gdzieś tami tak przez 25 kmPrzez strome zbocza kanionu bardzo ciężko znaleźć nocleg. Minęliśmy jeden camp, a kilka km dalej skręciliśmy w kamienistą drogę prowadzącą do dzikiej polanki. Wieczorem przyjechał właściciel miniętego campu na ryby. Pozwolił się rozbić i nie chciał ani grosza.Przez mgłęPoranek i ciąg dalszy mgłyWschodnia część Kanionu Tary nie jest już taka stroma.Polowanie powiodło się !Upał doskwierał to trzeba było się ochłodzićChlapiemy wodą :DZrobiło się bardzo zimno. Jakieś 1000 metrów niżej było ponad 30, na przełęczy tylko 12, deszcz i wiatr.Grzeją się jak pingwiny :PPrzemek bardzo nie lubi takiej pogody... albo 30 na plusie albo nic !Im bliżej Albanii tym więcej  meczetówi dziwnych budynków... projektant płakał jak projektowałKonkretna kolacja, pulpeciki !!!Pojechaliśmy specjalnie do Vusinje zobaczyć wodospad, który wysechł :PPyszniusie kanapeczki :DNamiot z podwójnym dachem :) było twardo, ale chroniło przed wiatrem i deszczem.Wjeżdżając do Albanii skończył się asfalt, a zaczęły bunkryWodospad w dolinie VermoshBardzo znana wśród rowerowych jak i motocyklowych wyprawowiczów jest droga SH20.Nie dość, że było zimno to jeszcze wiało, że głowę chciało urwać... ale całe szczęście w plecy.Bunkier jako schronienie przed wiatremNic dodać, nic ująć :PNiczym kozicaAlbański dyktator Enver Hodża żył w strachu przed inwazją innych państw. W latach 1967-1986 wybudował na terenie kraju 750 tysięcy bunkrów, które miały pomóc mu odeprzeć ataki.Droga z Vermosh do Hani Hotit jest jedną z najpiękniejszych tras na BałkanachNiestety traci ona swój dawny wygląd wąskiej ścieżynki wykutej w skale. Prowadzi się na niej prace drogowe.Magiczne Góry PrzeklęteWielu mieszkańców górskich regionów Albanii, ze względu na straszne warunki panujące zimą wyprowadza się do miast położonych na nizinach.Kurtałki chroniły nas przed wiatrem. Wiało tak mocno, całe szczęście w plecy, że jadąc pod górkę nie trzeba było pedałować.Kanion rzeki Cem3/4 drogi SH20 pokrywa już nowiusieńki asfalt przez co straciła swój dawny urok. Pewnie do końca 2017 r. wyasfaltowana zostanie aż do granicy z Czarnogórą.Każdy płaski teren jest zagospodarowanyWszystko pieknie, ale chyba zapomnieli o barierkach, niczym na Transalpinie :PW okolicach miejscowości Tamare dolina ma głębokość kilometraChce selfiaka :DNowa droga zupełnie nie pasuje do krajobrazuAle znacznie przyspieszyła naszą jazdę.Kiedyś był tu kamieniołomCoś jakby nasze PGR-yNajniższy punkt doliny iw  sumie całkiem niezłe miejsce na namiotPrzed nami został jeszcze jeden konkretny podjazd i dłuuugi zjazd w kierunku jez. Szkoderskiego.Wszystkim jechało się miło i przyjemnie bo w większości z górki......bo tylko Przemek wiedział co niedługo na nas  czeka :DDolina jest położona tak nisko, że rzadko kiedy dochodzi tam słońce.Zbocza pokryte są trawą i różnymi, zazwyczaj kolczastymi roślinami, a dno to istny krajobraz księżycowy... oczywiście poza tym asfaltem.Nasza ekipa joł joł jołGdzieś tam zza tamtej góry przejechaliśmyPowoli zaczynaliśmy szukać nocleguRzeka jest ale dojścia jakby brakGóry Północnoalbańskiez widokiemTak ! umiemi bez trzymanki, ale tylko chwilkę, sekundę... ufff. Lepiej nie próbować :PByło sobie drzewo, a teraz jest słupŻegnamy się z doliną Cem i jedną z najpiękniejszych dróg Europy. Już tylko ostatni podjazdZ punktu widokowegoPod Anią jest jakieś 250 metrów przepaści.Przemek nie za bardzo ufał tej konstrukcjiWidać dla Albańczyków góry i przepaście to nic strasznegoOstatnie kilometry zjazdu i jezioro SzkoderskieWieczorem bardzo ciężko było znaleźć nocleg. Same kamienie i kolczaste krzaki. Spaliśmy ukryci gdzieś przy głównej drodze na udeptanej suchej trawie. Rano Ana zrobiła nam kanapki :DUłamał się paznokietek.. buuuu :(Polski smak w Albanii :DPo wymianie gotówki na Leki (Albańska waluta) ruszyliśmy w samo serce gór przeklętych - do Theth45 stopni i zero cienia stawały się nie do wytrzymania. Musieliśmy skorzystać z knajpy i przeczekać największy upał. Darmowe wi-fi, piwo i czuliśmy się jak w domuPrzepraszam, czy mogę już kupić cały ten kraj ?Zerujemy i w drogęNasz rodak franciszkanin z misją w jednym z kościołów w AlbaniiPodjazd się nie kończył. W okresie letnim większość tutejszych rzek nie istnieje. Ciężko więc o nocleg i kąpielSłońce zaczyna chować się za góramiJak to w górach, pogoda szybko się zmienia. Zaczyna mocno wiać i robi się zimnoKażdy mieszkaniec gór przeklętych jest posiadaczem kałachaNocleg znaleźliśmy na płatnym campie. Właściciel zaprosił nas na wino domowej roboty i długą pogawędkęPolacy w Albanii to częsty gośćPoza asfaltem, telefonami komórkowymi i internetem życie, szczególnie starszych osób nie zmieniło się za wiele od wielu lat.Zaczynamy serpentynę i podjazd po przełęczDroga jest bardzo zakręconaKażdy kolejny pokonany zakręt przychodzi z coraz większym trudemKrótki odpoczynekTrochę przypomina DolomityPo drugiej stronie przełęczy.Przemek powiedział że teraz już tylko w dół, aż do Theth. Wszyscy szczęśliwi, ale tylko Przemek wiedział co na nich czekaJedna z najbardziej zakręconych dróg w Europie. 10 km zjazdu po szutrze i kamieniach wielkości strusich jaj.Ana chyba przerażona drogą, chłopaki w siódmym niebie :DJest to ulubiona droga wyprawowiczów 4x4 i na motorach typu transalp. W Theth widzielismy opancerzony camper 4x4 na holenderskich blachach. Cudo techniki !Park Narodowy Thethit razem z Parkiem Narodowym Valbone chronią dziewiczą przyrodę gór Przeklętych. Myślę, że jest to tylko kwestia czasu, aż oba parki znajdą się na liście UNECSO.Przed pierwszym śniegiem mieszkańcy gór Przeklętych, w tym Theth, muszą zrobić zapasy na całą zimę. Wioska jest odcięta od świata przez pół roku.Jeep 4x4 to najszybszy środek transportu w górachWidoki zapierają dech w piersiach, a powietrze jest niesamowicie czyste - w Albanii dokładnie tak samo jak w Norwegii działają tylko elektrownie wodne.Zimą zamknięte są szkoły i kościoły. Często leży dwu metrowa warstwa śniegu. Dzieci mogą korzystać z nauki tylko w miesiącach letnich i tylko wtedy kiedy uda się dostać do szkoły nauczycielowi.Dolina Theth w całej okazałościOd wielu pokoleń i setek lat na terenie niedostępnych gór Przeklętych obowiązuje Kanun - surowe prawo zwyczajowe. Honor to podstawa tego prawa, a zemsta jest czymś naturalnym niczym dzień i noc......Kanun ma określony scenariusz. Zabić kogoś w ramach zemsty można tylko przez strzał w głowę. Nie wolno zostawiać zabitego w niegodnej pozycji. Musi leżeć na plecach, a broń z której zginał musi być oparta o jego czaszkę......Jeżeli zostawi się zabitego leżącego na brzuchu twarzą do ziemi morderca okryje siebie i całą swoją rodzinę hańbą. Zabójca musi ubrać się odświętnie, pójść na pogrzeb oraz na stypę do rodziny zamordowanego...Na samym dnie doliny. Okazało się, że w Theth nie ma sklepu, a nasze zapasy zaczęły się kończyć.Zmuszeni byliśmy zjeść obiad w jednej z knajp. Pyszne mięsko, ziemniaki i chleb. Tak dobrze na tej wyprawie jedliśmy tylko później u Antona.Próbował podkraść mięcho :)...Na tym jednak się nie kończy. teraz ktoś z rodziny zamordowanego w ramach zemsty musi zabić morderce. Tak można bez końca......Jedyny azyl i bezpieczne miejsce to własny dom. Wiele mężczyzn i członków rodzin przez lata nie wychodzi z domu. Nie mają perspektyw na szkołę, pracę. Zajmują się domem a kobieta musi zarobić pieniądze na życie......Raki (nie Rakija jak w innych krajach bałkańskich) jest lekiem na całe zło. Dzięki niej skłócone rodziny mogą się pogodzić. Pojednanie następuje poprzez przekłucie igłą palca, nalanie krwi do alkoholu i wypicie go przez członków obu rodzin. Wrogowie stają się wtedy braćmi i jako osoby spokrewnione nie mogą łączyć się w pary...Taki akwedukt doprowadza wodę do osad położonych znacznie wyżej niż rzekaMamy nadzieję, że kogoś nie zatruliśmy :DTo był jeden z najpiękniejszych noclegów jakie kiedykolwiek znaleźliśmy. Piękna gwiaździsta noc. Nie ma się co dziwić. Najbliższe większe miasto to Szkodra oddalona od tego miejsca o jakieś 50 kmWidok z namiotu na Avatar :PPo porannym prysznicuKaskady rzeki ThethSmaczny obiadek. Makaron z ciapą z jeżynRzeka Theth. Piękna, czysta i mega zimna. Idealne miejsce na kąpiel...Kanun istnieje do dzisiaj. Nie ma oficjalnych danych ile osób traci z tego powodu życie. Liczy się że od lat 90 ubiegłego wieku zginęło ok 10 tys. osób a 1600 rodzin zamieszanych jest w wendetę.Zebraliśmy się z naszego pięknego miejsca bardzo późno i tego dnia przejechaliśmy jakieś 12 kmNasz średnia, niby że częściowo z górki nie przekroczyła 8 km/hPo drodze minęlismy jedno opuszczone miasto z ruinami kościoła, nie wiem czemy nie zrobiliśmy zdjęcia :Pa kawałek dalej trafiliśmy na... 300 metrowy kawałek asfaltu. Jakim cudem go tutaj ułożyli ? Nie mamy pojęcia. Całe szczęście w tej osadzie był sklep i knajpaSklep to istny hit. Na półkach obok chleba leżał olej silnikowy, gwoździe, młotki inne specyfiki. Gdzieś walała się kiełbasa, podróbka nutelli (okropna). Było tam wszystko.Kolejny z wielu przełomów rzeki ThethBurząca się rzeka ThethNocleg znaleźliśmy za starym ogrodzeniem opuszczonej osady. Nocą co chwile przejeżdżały samochody, ciekawe co przewozili :PDroga z Theth do Szkodry to jakieś 60 km męczącego, często nieprzejezdnego zapchanym rowerem szutru. Zaczęliśmy szukać transportu.Czasem trzeba było zapychaćWidoki rekompensowały cały trudNo bez komentarzaPodjazdy, o ile podjeżdżaliśmy to prędkość oscylowała w granicach 5 km/h, a zjazdy pędziliśmy z zawrotną prędkością 8 km/h. Na takiej drodze, przy tak ciężkich rowerach można połamać cały sprzęt.Kasztany jadalne, ale nie jedliśmyNa tej polance zrobiliśmy przerwę. Zaczął zbliżać sie jakiś pojazd... oczywiście mercedes.Kierowca bez wahania nas zabrał. Rowery na dach. My do środka, nie ważne było że limit osób został już dawno przekroczonyNa przełęczy nasz kierowca walną sobie piwko. Nam ktoś z pasażerów także postawił. Byliśmy nie lada atrakcją.Albańczycy to bardzo pomocny i wesoły naród.Biesiada się skończyła, czas ruszać dalej.Podstawa ubioru starszego pokolenia Albańczyków to koszula i marynarkaPo tym jak cały busik dowiedział się od Ani, że Przemek ma chorobę lokomocyjną wysłali go na sam przód. Siedział na skrzynce od piwa podskakującej w każdą stronę i pod sufit.Jazda po takiej drodze to nie lada sztuka. Wąskie zakręty, zero barierek a bus na 100 % nigdy nie przechodził przeglądu. Nie działało w nim nic poza gazem i hamulcami.Wszyscy mieli niezły ubaw, ale na szczęście Przemek wytrzymał. Jak później mówił - Byłem tak obsrany że nie miałem czasu myśleć o rzyganiu.Bezpiecznie dostaliśmy się do Szkodry. Było już ciemno więc wzięliśmy pierwszy lepszy motel. Po suficie łaziło dużo stawonogów :PPoruszanie się po Albańskich miastach to totalny chaos. Nie ma świateł, a na rondzie każdy jedzie jak chce. Ludzie przechodzą środkiem, rowerzyści jeżdżą pod prąd a jedyne co rządzi to klakson.Rowerzystów jest bardzo dużo.Każdy jak chce, a policja stoi i się patrzyWielki meczet w samym środku Szkodry, przy bardzo europejskim deptaku.Po zrobieniu zakupów na bazarze (kilo papryki 50 gr :D) jedziemy nad jez. Koman.Już coraz lepiej bez trzymanki, a skarpety - początkowo białe, zmieniły już swój kolor :PCuda technikiU nas też można jeszcze coś takiego spotkać :)W północnej Albanii znajdują się trzy wielkie sztuczne zbiorniki wodne wraz z hydroelektrowniami, które dostarczają prąd do całego kraju.Te trzy zbiorniki powstały na rzece Drini. Pierwszy z nich (jadąc od strony Szkodry) to zbiornik Vau i Dejes.Szukając cienia zatrzymaliśmy się pod mostem, przy okazji konsumpcja super ostrych i tanich papryczek.Miss papryka 2016Chyba chciała zostać naszą koleżankąKtoś gary myć musi :PW tle Góry PółnocnoalbańskieDroga do jeziora Koman jest bardzo malowniczaZemsta jest słodka :DCoś chyba przyświeciłoNawet nie wiem jak podpisać to zdjęcie xDKable porozciągane we wszystkie strony świataTe potoki płyną tylko zimą albo po wielkich opadachCoraz bliżej jeziora KomanPo drodze zostaliśmy zaczepieni przez właścicieli promu płynącego jeziorem Koman. Dostaliśmy darmowy nocleg i pewność, że będziemy mieli miejsca podczas rejsu.Standardowy kibelekKolacja i nocleg na promie.Niestety, przyszedł silny i zimny wiatr. Nasz bunkier nie pomógł. Zeszliśmy na pokład niżej i rozbiliśmy namiot.Załadunek na prom i ogólny bałagan. Dobrze, że dotarliśmy wieczorem.30 km rejsu przed nami jeziorem Kuman.Dawid jak zwykle się leniAna podziwia widokiNo ale jak to nie ma piwa ?!No na ch... robisz to zdjęcie... serio, tak powiedziała :PW latach 60 zostały wybudowane elektrownie wodne żeby uniezależnić kraj od dostaw energii elektrycznej.Niegdyś prowadziła tędy droga, ale w tej chwili znajduje się jakieś 30 metrów pod poziomem wody.Nasz przewoźnik. Chłopaki wpadli na niezły biznes, podobnie jak Ci od zjazdów na linie nad kanionem Tary.Miejscami jest naprawdę wąsko. Wioski położone nad jeziorem zostały odcięte od drogi, a krajobraz nie daje możliwości na wytyczenie szlaku przez góry. Jedyną metodą dostania się ludzi do większych miast są promy i łódeczki, których po jeziorze pływa sporo, tak samo jak śmiecijoł joł ole !3 godzinny rejs po pewnym czasie zaczyna się nudzić.Lekkie bujanie promu zamiast nudności wywołuje śpiączkę. Stacją docelową jest Fierze położone na drugim końcu jeziora.Jeziora są ogromne, ale zjazdu do nich nie ma żadnego więc ratować trzeba się sztucznymi źródełkami, których jest sporo przy trasie wzdłuż jeziora Fierze.Kolejna elektrownia, tym razem na jeziorze Fierze. Robi wrażenieZe wszystkich trzech jezior, Fierze położone jest najpiękniejKolejna zemsta :DJak dojść do tego jeziora ?Nie dało rady znaleźć odpowiedniego miejsca na nocleg, więc rozłożyliśmy namiot w jakieś dziurze gdzie wcześniej ta Pani wyprowadzała kozy. Wszędzie były kozie bobki.Wzdłuż drogi nie ma żadnych budynków, więc o sklep czy cokolwiek takiego bardzo ciężko. Wszystkie osady położone są w dolinieOd kilku dni mamy spokój z burzami, ale to się zmieni.Od najniższej do najwyższejHotel Alpin, a przed nim klatka z niedźwiedziami... było ich nam bardzo szkoda.Zimny potok, można się schłodzićW wielu relacjach z wypraw czytałem że droga wzdłuż jez. Fierze jest w tragicznym stanie i ciężko ją przejechać. Asfalt rzeczywiście wiekowy ale w sumie podobny do wielu naszych krajowych.Wspaniałe krajobrazyCzemu robisz mi zdjęcie ? a no dobra, strzelajJedyny cień jaki udało nam się znaleźć. Przy głównej drodze, zaznaczonej na mapie kolorem czerwonym, a przez godzinę przejechały obok nas dwa samochody.Sexy Panda na bunkrzeNawet w najmniejszej osadzie znajdzie się knajpa. Raki obowiązkoweChłopak dowiedział się, że jesteśmy z polski i pierwsze co powiedział to - Lewandowski :PPożegnanie z jeziorem Fierze.Droga szybkiego ruchu w Albanii, zero samochodów.Zamiast aut - kozyW Albanii nie ma czegoś takiego jak mosty nad dolinami, trzeba je okrążać.Nasza zakręcona drogaWyjeżdżamy z wysokich górJazda rowerem po autostradzie to nic dziwnego. Krowa na autostradzie, normalny widok. Nawet rowerzysta jadący pod prąd to nic nadzwyczajnego.Przy autostradzie stała policja. Dawid z Anią chcieli znaleźć jakąś pokątną drogę żeby ich ominąć, ale się nie dało. Przemek był wyjątkowo spokojny, że nic nam nie zrobią. Tak też było, pozdrowili nas tylko :)W Kukesi zrobiliśmy wielkie zakupy. Ledwo poupychaliśmy do sakw. Przez kilka kilometrów towarzyszyło nam dwóch chłopaków wyraźnie chcąc się ścigać. Po pewnym czasie odpuścili, cieniasy :PZjechaliśmy z asfaltu na czerwoną szutrową drogę.Widoki znowu przepiękne.Rzeka Drina, to ta na której utworzono zbiorniki wodne Fierze i KomanDroga prowadzi serpentynami w dół aż nad samą rzekę i do zabudować.Te góry już nie są tak wysokie jak Przeklęte. Rzadko kiedy dochodzą do 1500 m npm.Droga wije się między dolinkamiByłoby bęcUdało znaleźć się nam świetne miejsce na nocleg, ale przyszli tubylce i nie chcieli się odczepić.Niedaleko tego mostu znaleźliśmy nocleg. Mała polanka przy rzece okazała się strzałem w dziesiątkę. Mieliśmy trochę szczęścia, było zbyt zielono jak na susze tutaj panującą. Nocą w górach rozszalała się burza i poziom rzeki niebezpiecznie podniósł się.Domki porozrzucane niczym klocki legoKażdy mieszkaniec musi mieć koniecznie bunkier na podwórku, i pewnie kałacha w piwnicyNajlepszą kawę jaką kupiliśmy na wyjeździe piliśmy......w czymś takim :D Buda w górach gdzie dookoła nie ma nic. Przemek dostał piwko gratis :)Ta część Albanii znacznie biedniejsza niż północna i zachodnia.Wiele budynków jest opuszczonychRozległa dolina DrinyWjeżdżając do Peshkopi rozszalała się burza i znaleźliśmy schronienie w knajpie Antona. Miły właściciel, pomógł nam znaleźć nocleg po wypadku...Wschodnia Albania jest w większości muzułmańska. Panorama PeshkopiiDzikie wysypiska śmieci to w Czarnogórze i Albanii standard.Przemek po wypadku. Nie ma co się rozwodzić nad tym co się stało. Ważne, że ludzie zaopiekowali się nami wzorowo. Na drodze pomogli nam chłopaki, którzy później odwiedzili nas w szpitalu.Nie musieliśmy się bać o rowery. Miejscowa policja zaopiekowała się nimi kiedy my byliśmy badani w szpitalu. Na straży stały dwie osoby przez kilka godzin. Ordynator na noc pozwolił wstawić rowery do szpitala, a my dostaliśmy nocleg gratis.Anton pomógł znaleźć nam nocleg. Spaliśmy u przemiłej rodziny przez tydzień. Codziennie mieliśmy owoce, herbatkę kawę i miłą atmosferę plus jeden nocleg gratis. U Antona stołowaliśmy się codziennie.Mieliśmy sporo czasu żeby zobaczyć jak wygląda takie miasteczko od środka. Codziennie chodziliśmy na spacery i zakupy na targ. Kilka razy zostaliśmy oszwabieni no ale cóż. Taka tutaj kultura. Hala mięsna była najbardziej przerażająca. Na hakach wisiały obdarte ze skóry kozy i krowy. Krew płynęła po podłodze i wszędzie było czuć zapach śmierdzących kozich i owczych serów.W górach w Peshkopii są znane w całej Albanii termy. Poszliśmy zobaczyć jak to wygląda. Droga to bagno a termy okazały się być bajorkami wypełnionymi śmierdzącą siarką wodą.Dziwny piramido podobny obiekt wypatrzony podczas spaceru.Psiak właścicieli naszego campu. Była też pewna dziewczynka Samanta, która organizowała nam czas grając z nami w karty w tutejsze gry oszukując jak tylko można :PPomimo tego wypadku czas spędzony tutaj wspominamy dobrze. Fajnie jest przyjrzeć się jak żyje takie miasto.Do Szkodry gdzie mieliśmy wyjechać autokarem dostaliśmy się busem. Myśleliśmy, że tej podróży nie przeżyjemy. Koleś zapierdzielał po wąskich górskich drogach, wyprzedzał kilka samochód naraz, nawet w ciemnych tunelach. To było straszne. Pozwiedzaliśmy trochę Szkodrę, ale Peshkopii bardziej nam się podobało. Powrotna 32 godzinna podróż autokarem była straszna.